poniedziałek, 26 września 2011

Dwójka.

Rano wstałam przed 10, ale i tak najchętniej wróciłabym do ciepłego łóżeczka. Odbyłam poranną toaletę, ubrałam się, następnie poszłam zjeść śniadanie przygotowane przez moją ciocię. Podczas jedzenia, zauważyłam przez okno, że przed dom podjechał czarny samochód. Akurat wysiadało z niego 5 chłopców. Nie przyglądałam im się jakoś specjalnie, tylko wróciłam do konsumowania posiłku.
Około południa ciocia poprosiła mnie żebym zaszła do sklepu, wytłumaczyła mi drogę, dała pieniądze. Ubrałam tenisówki i poszłam. Przed bramką wyciągnęłam z kieszeni telefon i podłączyłam do niego słuchawki. Nie zaszłam zbyt daleko, a mój telefon upadł na chodnik, po zderzeniu z ‘kimś’. Tak, wderzyłam do jednego z chłopców, których widziałam rano. Blondynek, niebieskie oczy, zabójczy uśmiech. Przez chwilę staliśmy i patrzyliśmy na siebie, ale na szczęście ocknęłam się i chciałam podnieść mój telefon. Niestety nie udało mi się, gdyż owy chłopak wpadł na równie genialny pomysł i zderzyliśmy się głowami.
- Ałł – krzyknęliśmy równocześnie i zaczęliśmy się śmiać.
Chłopak podniósł mój telefon i poskładał go.
- Działa – powiedział blondyn, z ciekawym akcentem. – Jestem Niall, a ty?
- Klaudia, miło cię poznać – odpowiedziałam łamaną angielszczyzną.
- Mnie również – opowiedział.
I w tym momencie zorientowałam się z kim ja w ogóle rozmawiam. To był Niall Horan z One Direction! To do niego wderzyłam wczoraj na lotnisku.
- O matko – pomyślałam.
- Sorry, ale muszę już iść. Do zobaczenia! – powiedziałam szybko i poszłam do sklepu.
- Pa! – odkrzyknął.
Cały czas czułam na sobie jego wzrok, więc przyspieszyłam kroku.
Do sklepu doszłam w niespełna 15 minut, kupiłam pieczywo, mleko, i kilka innych rzeczy, zapłaciłam.
Po powrocie do domu sprawdziłam facebooka i twittera. Oczywiście na fejsie były pierwsze zdjęcia z obozu. Tak, powinnam być teraz na obozie, ale wolałam jechać do Anglii niż na Mazury. Czy żałuję? Nie, chyba nie, ale jakoś przykro mi się zrobiło. Włączyłam ‘California King Bed’ i położyłam się na łóżku. Nawet nie wiedziałam, kiedy usnęłam. Nie wiem dlaczego, ale ta piosenka zawsze mnie usypia. Gdy się obudziłam, dochodziła już 16. Zjadłam późny obiad. Ciocia spytała czy mogłabym zająć się Natanem, bo ona chciała wyjść na chwilę do koleżanki. Oczywiście się zgodziłam, zabrałam chłopca do swojego pokoju. Po krótkim czasie małemu zaczęło się nudzić, więc wyłączyłam laptopa i poszłam z nim do ogródka, do piaskownicy.
- Łiiiii – krzyczał Natuś i po chwili zawartość wiaderka wylądowała na mojej głowie.
- Naaaatan głupolu! - krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
Po chwili usłyszałam głośny śmiech dochodzący zza moich pleców, odwróciłam się i zobaczyłam 5 chłopaczków. One Direction we własnej osobie. Przypomniałam sobie o porannej wpadce i spaliłam buraka.
Chłopcy rozsiedli się razem z nami w piaskownicy i zaczęli się bawić z Natusiem, któremu bardzo się to podobało. Zadawali mu proste pytania, np. jak ma na imię czy ile ma lat, chłopiec z uśmiechem im odpowiadał. Do mnie też coś mówili, ale zbytnio ich nie słuchałam. W pewnym momencie Louis rzucił w Harry’ego plastikowymi grabkami, które utknęły mu we włosach. Harry zaczął biegać po całym ogródku i krzyczeć żebyśmy mu to ściągnęli, ale 1D jakoś się do tego nie kwapili, bo akurat turlali się ze śmiechu po ziemi. Postanowiłam, że ja uratuję biednego Loczka, wstałam i podeszłam do niego. Chłopak uśmiechnął się, a później zrobił oczy jak kot ze Shreka, stanęłam na palcach, chwilę męczyłam się nad uwolnieniem Stylesa od tych nieszczęsnych grabek. Harry uradowany jak małe dziecko wziął mnie na ręce i zaczął kręcić w kółko, krzycząc coś o tym, że uratowałam mu życie, że uratowałam jego cudne włosy, że ma u mnie wielki dług wdzięczności i że mnie kocha. Zaczęłam się śmiać i kazałam postawić się na ziemi. Reszta One Direction patrzyła na nas jak na idiotów, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Wróciliśmy do piaskownicy, usiadłam obok Louis’a, co nie było dobrym pomysłem. Harry chcąc oddać Tomlinsonowi, rzucił łopatką pełną piasku, ale na moje nieszczęście nie trafił w niego, tylko we mnie.
- Ałaaa! Styles! Ja ci ratuję życie, a ty co? Idiota! – krzyczałam do żartów oczywiście, ale Harry się tego nie domyślił. Podbiegł do mnie, przytulił mnie, zaczął przepraszać. Zayn patrzył na nas jakoś dziwnie, więc pokazałam mu na migi za plecami Harry’ego, żeby jakoś go zabrał, ale on tylko pokazał mi język.
- Jejku… Harry, tylko żartowałam. Nic mi nie jest, puść mnie, wariacie – powiedziałam ze śmiechem.
Chłopak odsunął się ode mnie i poszedł do domu.
- Co z nim? – zapytałam chłopaków.
- Nic, jaja sobie robi. Zaraz wychyli się przez okno żeby sprawdzić czy o nim gadamy. Zawsze tak robi. My też kiedyś daliśmy się na to nabrać. – powiedział z uśmiechem Louis.
Popatrzyłam do okna, a tam wyszczerzony Harry machał nam ręką.
- Idiota – skomentowałam.
- Nie on jeden – powiedział Liam. I wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
Z tego całego zamieszania zapomniałam o Natankowi, który jak się okazało siedział Niall’owi na plecach i okładał go łopatką po głowie.
- Natan, nie wolno tak robić. Zostaw Niall’a! – powiedziałam po polsku. Natan lepiej rozumie po polsku niż po angielsku, dlatego mówię do niego właśnie po polsku. Niestety chłopcy nie rozumieli, więc musiałam im przetłumaczyć. Mówienie raz po polsku, raz po angielsku jest głupie, ale w sumie tutaj w Anglii, po polsku rozmawiam tylko z ciocią i Natusiem, więc nie jest to aż taki wielki problem.
- Przepraszam za Natana. – powiedziałam do Niall’a.
- Nic się nie stało przecież. Jeszcze żyję. – odpowiedział z uśmiechem.
Po chwili przyszła ciocia i zabrała małego do domu.
Chłopcy uznali, że na nich też już pora, więc pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich domów.

czwartek, 22 września 2011

Jedynka.

[narracja pierwszoosobowa]

Pierwszego sierpnia, lotnisko Heathrow, Londyn, Anglia.
- O kurde! Ale to lotnisko jest wielkie. Ciekawe jak ja tu znajdę ciocię… - pomyślałam.
Chodziłam chyba z 15 minut ciągnąć za sobą walizkę, aż w końcu wderzyłam do jakiegoś kolesia w okularach przeciwsłonecznych. Blondyn. Nawet ładny.
- Cholera.. Nic ci nie jest? – powiedziałam po angielsku.
- Nie, nic się nie stało. – odpowiedział chłopak.
Chciałam odejść, ale złapał mnie za rękaw.
- Czy to nie jest przypadkiem twój telefon? – podał mi jakiś telefon. To był mój telefon!
- Tak, to mój. Dzięki wielkie. – powiedziałam na głos, a w głowie miałam ‘Ale obciach, coś takiego mogłam zrobić tylko ja’.
On tylko się uśmiechnął. I jakby gdyby nigdy nic poszedł dalej.
Po chwili podbiegła do mnie ciocia, trzymała na rękach Natana, swojego półtorarocznego synka. Przywitaliśmy się i poszliśmy do samochodu. Okazało się, że niestety nie spotkam się z jej mężem gdyż wyjechał do swojej rodziny i wróci dopiero za miesiąc.
- No to teraz czeka nas około godzinna jazda do domku. – powiedziała ciocia.
Cała drogę rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się.
Po wyciągnięciu walizki z samochodu, poszłam za ciocią do jej mieszkania.
Ciocia mieszkała w czterorodzinnym domu. Jej mieszkanie było po prawej stronie na górze. Na dole mieszkali jej serdeczni znajomi oraz jakieś starsze małżeństwo, które często wyjeżdżało i akurat ich nie było. Mieszkanie obok było puste, ale ponoć miał się ktoś tam wprowadzić.
Mieszkanie cioci było bardzo przytulne. Po prawej stronie był pokój gościnny z telewizorem, po lewej sypialnia cioci, obok pokoju gościnnego była łazienka, a dalej kuchnia, obok kuchni znajdowała się moja tymczasowa sypialnia.
Było przed godziną 20 więc okąpałam się, następnie przebrałam w piżamę, składającą się z zwykłej koszulki z krótkim rękawkiem i spodenek. Postanowiłam zaczerpnąć trochę świeżego powietrza, więc wyszłam na balkon, który, jak się okazało, był połączony z balkonem mieszkania obok.
Hmm… ciekawe kto będzie moim sąsiadem – pomyślałam. Oby ktoś fajny.
Po metalowych schodkach zeszłam do ogródka. Owy ogródek nie był zbytnio duży, ale posiadał piaskownicę i huśtawkę dla dzieci, krzesła, stoliki i dwuosobową, drewnianą huśtawkę. Dochodziła już 23, więc wróciłam do domu i poszłam spać.

środa, 21 września 2011

Prolog.

Brunetka skakała po łóżku, krzycząc tak długo aż w końcu spadła i zaczęła się śmiać. Cieszyła się z tego, że rodzice i ciocia pozwolili jej jechać do cioci do Anglii na wakacje. Za trzy miesiące o tej porze będzie już w samolocie.
Była bardzo radosna z tego powodu, ale jednocześnie w jej głowie kłębiło się mnóstwo myśli. Jak poradzi sobie, skoro nie zna angielskiego jakoś rewelacyjnie. Oczywiście umie dość sporo, uczy się tego języka od ponad 10 lat, całe dnie spędza na Twitterze, pisząc z ludźmi z całego świata. Ale i tak strasznie się wszystkim przejmowała.
Największym problemem dziewczyny od zawsze było zamartwianie się na zapas. Przed ważnymi wydarzeniami naprawdę trudno było z nią wytrzymać, ciągle marudziła, nie mogła spać. Czasem nawet nic nie jadła, co było dziwne, z racji tego, że ona uwielbiała jeść. Jedzenie, spanie i mówienie to jej ulubione czynności. A no i jeszcze śmianie się w najmniej odpowiednich sytuacjach. 

Bohaterowie.

Klaudia (15l.) - mieszka w małej miejscowości na Śląsku, w Polsce oczywiście. Ma 172cm wzrostu. Uwielbia się śmiać i żartować. W stosunku do obcych jest nieśmiała i małomówna.
Niall Horan (18l.) - 1/5 zespołu One Direction, Irlandczyk o ciekawym akcencie, farbowany blondyn, ma 178cm, jest zabawny, jego śmiech słychać w promieniu kilometra, ciągle gada, ale jak trzeba potrafi być cicho, trochę nieśmiały.
Liam Payne (18l.) - 1/5 1D, ma 185cm, ma bardzo niski głos, jest raczej cichy i nieśmiały, romantyk.
Zayn Malik (18l.) - naprawdę ma na imię Zain, ale woli Zayn, 1/5 1D, ma 180cm, uważany za największego flirciarza w zespole, bardzo dba o swój wygląd, lubi piercing i tatuaże. 

Harry Styles (17l.) - 1/5 1D, ma 185cm, najmłodszy, ma największe powodzenie u dziewczyn, loczki to jego znak rozpoznawczy.
Louis Tomlinson (20l.) - 1/5 1D, ma 178cm, jest najstarszy, ale zachowuje się jak dziecko, nie chce nigdy dorosnąć (jak Piotruś Pan :D), żartowniś, uwielbia marchewki.

Słowo wstępu.

Witam wszystkich! ;)
Mam na imię Klaudia, ale mówią na mnie Dusia lub Duśka, mam 15 lat, uczęszczam do 3 klasy gimnazjum.
One Direction znam od stycznia, sądzę że mają fantastyczne głosy, są mega utalentowani, słodcy i uroczy.
Za wszystkie błędy w opowiadaniu z góry przepraszam. Nie jestem zbyt dobra w pisaniu, ale lubię to i się staram.


WAŻNE!
Główna bohaterka z chłopakami (+ ewentualnie innymi osobami nie mówiącymi po polsku) będzie rozmawiać po angielsku, ale będę pisać wszystko po polsku, żeby nie robić zamieszania że dialogi po angielsku, a reszta po angielsku.

Mam nadzieję, że wszystko jest jasne ;)


Ps. Jeśli spodoba Ci się to co piszę i będziesz chciał być informowany/a, napisz w komentarzu swój nick na twitterze, bądź ewentualnie nr gg.