poniedziałek, 24 grudnia 2012

Część II Rozdział 4

Następnego dnia wstałam o 4, zjadłam śniadanie i poszłam wziąć szybki prysznic. Ubrałam TO , na ramię zawiesiłam torebkę, zabrałam walizkę i wyszłam przed budynek. Była 4.50, więc miałam jeszcze chwilę czasu. Usiadłam na schodku przed budynkiem i czekałam na chłopców.
Minutę przed 5 podjechał czarny samochód, z którego wyskoczył Zayn i jakiś facet, który zabrał moją walizkę.
- Ty pewnie jesteś Klaudia. Miło cię poznać. Jestem... - zaczął mężczyzna, ale mu przerwałam.
- Wiem, kim pan jest. Paul Higgins, ochroniarz i manager chłopaków. - odparłam.
- Nie pan, tylko Paul. Mów mi po prostu Paul. - zaśmiał się.
- Dobrze, skoro tak chcesz to okej.
- Zaraz na początku chcę zaznaczyć iż ja do ciebie nic nie miałem, to inni managerowie nie zgodzili się na wasz związek.
- Yyy.. Okej. Ale i tak to już przeszłość. - powiedziałam cicho, wsiadając do auta.
- Może nie jestem zbyt dobra z matmy, ale One Direction liczy 5 osób, a nie 2. - powiedziałam gdy zobaczyłam, że w samochodzie siedzi tylko Louis.
- Koteczku, dla twojej wiadomości Harry, Niall i Liam już pojechali na lotnisku drugim samochodem. - odparł Tomlinson ze śmiechem.
- Ahm, no chyba że tak. - zaśmiałam się.
Jechaliśmy na chwilę w ciszy, ale w końcu nie wytrzymałam.
- Boję się… - szepnęłam.
- Co? - mruknął szatyn.
- Czego się boisz? - zapytał mulat, uważnie się mi przyglądając.
- Niall i Harry nie wiedzą, że z wami lecę. Oni pewno nie chcą mnie już znać. - odparłam i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Co ty wygadujesz! Oni obaj chodzą przybici i ciągle mówią, że chcieliby cię odzyskać chociaż jako przyjaciółkę! Nie martw się. Na pewno się ucieszą, że z nami lecisz. - powiedział Malik i mnie przytulił. Po kilku minutach byliśmy na lotnisku.
Jako iż wchodziliśmy wejściem dla VIPów, nie było ani fotoreporterów ani fanek.
Chłopcy stali kilkanaście metrów przed nami. Harry i Niall nas nie widzieli, bo stali tyłem, za to Liam od razu gdy nas zobaczył krzyknął ‘cześć’ i podbiegł mnie przytulić.
- Klaudia? - spytali Horan i Styles niemal równocześnie.
- Co ty tu robisz? - znowu razem.
- Klaudia leci z nami do USA. - powiedział Paul.
- Nie cieszycie się? - zapytał Louis.
- Umm… No… Nie spodziewaliśmy się tego. - Harry był w niezłym szoku.
- A ja tam się bardzo cieszę. - odparł Zayn z uśmiechem, objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy do samolotu.
Chłopcy zapoznali mnie ze swoimi ludźmi. [Directioners pewno wiedzą o kogo mi chodzi, np. Josh, Lou, Lux, itd.]
W samolocie siedziałam z Zaynem, Niall z Liamem, a Harry z Louisem. Po dwóch godzinach lotu miałam dość. Cholernie się mi nudziło.
- Nudzi mi się. - mruknęłam.
- Pobawmy się w berka! - krzyknął zadowolony z siebie Zayn.
- Co? - zapytałam ze śmiechem.
- Berek! - krzyknął Malik i zaczął uciekać. Zdezorientowana po chwili ruszyłam biegiem za nim. Ganialiśmy się po całym samolocie jak małe dzieci.
- Co wy robicie? - zapytał lekko zdenerwowany Paul, gdy przebiegaliśmy obok niego już szósty raz.
- Bawimy się w berka. - odparł Malik z uśmiechem.
- Jezu, za jakie grzechy siedzę tu w tym samolocie z bandą idiotów?! - mruknął i odwrócił się do nas tyłem, obrażony, niczym małe dziecko. Pokręciłam głową z rozbawieniem i usiadłam na miejscu Zayna, który zajął moje.
Po chwili usłyszałam cichutkie chrapanie chłopaka obok mnie, przykryłam go jego bejsbolówką, po cichu wstałam i zajęłam wolne miejsce kawałek dalej.
Kilka minut później dosiadł się do mnie Louis.
- Hej mała. Jak leci? - powiedział, przytulając mnie.
- Hej duży. Nudno. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Noo, porobiłbym coś fajnego, ale nie wiem co. - zamyślił się szatyn.
- Wszyscy śpią oprócz nas? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem.
- Tak, a co? - zapytał podejrzliwie.
- Wysmarujmy ich bitą śmietaną!
- Ej, to całkiem fajny pomysł, ale skąd weźmiesz tutaj bitą śmietanę? Jesteśmy kilka tysięcy metrów nad ziemią, do sklepu nie zalecisz.
- Nie martw się o śmietanę. - odparłam, sięgając po mój plecak. - Może być? - podałam mu 2 opakowania bitej śmietany.
- Co ty jeszcze masz w plecaku? - zapytał z przerażeniem.
- A różne rzeczy. - mruknęłam.
- Jesteś gorsza niż Horan. - stwierdził.
- Miło mi. - zaśmiałam się.
Po kilku minutach Niall, Harry, Liam, Zayn i reszta 1D crew miała wysmarowane twarze śmietaną. Żeby nie było podejrzeń ja i Tommo wysmarowaliśmy się też wzajemnie, a puste opakowania wrzuciliśmy do plecaka Paula.
Z głupimi uśmieszkami na twarzach ułożyliśmy się do snu.
- CO TO KURWA MA BYĆ?! - właśnie taki wrzask mnie obudził.
- Zayn? Co jest? - zapytałam niezbyt przytomna.
- Dlaczego na mojej twarzy jest bita śmietana?! Czyja to sprawka? Zabiję tego kto to zrobił! - krzyczał wściekły Malik.
- Zayn mógłbyś być trochę ciszej? Tu się śpi. - mruknął Liam z siedzenia obok.
- Ty się lepiej popatrz na swoją twarz! Wszyscy się popatrzcie!
Po chwili już wszyscy byli obudzeni i wściekli. Jedynie Niall sobie z tego nic nie robił.
- O, śmietana. Kocham tego kto to zrobił. Akurat miałem ochotę na śmietanę. - powiedział uradowany.
- Jasna cholera! Z wami się nie da żyć normalnie! Wy wszyscy jesteście jacyś pojebani! - Paul był nieźle wkurzony.
- Przyznawać się kto to zrobił! - powiedział Louis z głupim uśmieszkiem.
- W ogóle skąd ktoś wziął śmietanę w samolocie? - zapytałam głupio.
Zaczęły się przekrzykiwania czyja to wina.
- Mam was dość! Macie się wszyscy uspokoić! Teraz spokojnie poszukamy sprawcy. Wszyscy siadać na swoje miejsca i się nie ruszać. - zarządził Higgins.
Gdy po prawie godzinie sprawcy nadal nie było, Paul usiadł zrezygnowany.
Mężczyzna otworzył swój plecak w celu wyciągnięcia czegoś do picia, a zamiast wody wyciągnął opakowanie po śmietanie.
- No i chyba mamy sprawcę. - zaśmiał się cicho Josh.
- Ale jak to?! Przecież ja nic nie zrobiłem! To nie ja! Ktoś mnie wrobił! - zaczął się bronić Paul.
- Jasne. - mruknął Harry.
Kilka godzin później byliśmy już na lotnisku w Los Angeles.
Po dotarciu do hotelu, rozdzieliśmy pokoje.
Ja byłam z Zaynem, Niall z Liamem, Harry z Louisem, a Paul sam, bo chciał mieć święty spokój.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 4!! :D
Jak wam się podoba?
Moim zdaniem nie jest aż taki zły ^^

Jako iż dzisiaj Wigilia, to chciałam Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia, szczęścia, spokoju, spotkania chłopaków i spełnienia wszystkich marzeń!
A no i udanego Sylwestra :D

Pozdrawiam, Dusia. xxx

czwartek, 1 listopada 2012

Część II Rozdział 3

Przez następne dwa dni w ogóle nie wychodziłam z domu, praktycznie nic nie jadłam. Jednak trzeciego dnia postanowiłam udać się do TESCO.
Wyciągałam akurat rękę po mleko gdy poczułam rękę innej osoby.
- Przepraszam. - mruknęłam nie patrząc na tego kogoś i wzięłam inny karton.
- Nie, to ja przepraszam. - odpowiedział znajomy głos. Popatrzyłam w bok i zobaczyłam burzę loków. Nasze spojrzenia się spotkały, jednak Harry nic już nie powiedział i po prostu odszedł. Nie ma się co dziwić, przecież sama tego chciałam. Chciałam żeby mnie ignorował, żeby udawał, że mnie nie zna. Ale jednak zabolało mnie to. Jaka ze mnie jest idiotka.
Wieczorem usłyszałam dzwonek do drzwi. Zeszłam otworzyć, a w drzwiach ukazały mi się trzy znajome postacie.
- Możemy wejść? - zapytał Louis.
Skinęłam tylko głową i wpuściłam ich do środka.
- Chcecie się czegoś napić? - zapytałam z grzeczności.
- Nie przyszliśmy tutaj pić, tylko z tobą porozmawiać. - odparł Liam.
Zaprosiłam ich do salonu, chłopcy rozsiedli się na kanapie, a ja usiadłam na fotelu.
Czułam się trochę niezręcznie.
- Nie bój się. Nic ci nie zrobimy. - Zayn posłał mi ciepły uśmiech, ale ja nadal byłam zestresowana.
- Myślę, że wiesz, że złamałaś serce Niallowi i Harry’emu… - zaczął powoli Louis.
- Wszyscy będziecie mi to wypominać?! Myślicie, że było mi łatwo im to powiedzieć?! Nie tylko oni mają złamane serca. Obaj są dla mnie ważni, nie mogę wybierać. Nie chcę niszczyć ich przyjaźni. Uznałam, że będzie lepiej jeśli zniknę z ich życia. - powiedziałam gorzko i skuliłam się w fotelu.
- Tak nie będzie lepiej. Zarówno Niall jak i Harry coś do ciebie czują. Jesteś pierwszą dziewczyną, w której zakochali się oboje jednocześnie. Nie możemy patrzeć jak cierpią. - powiedział Liam, wpatrując się w ścianę.
- Więc mamy do ciebie pewną propozycję… - uśmiechnął się Louis.
Popatrzyłam na niego pytająco. Jak oni coś wymyślą, to strach się bać.
- Jutro lecimy do Los Angeles na tydzień. - powiedział mulat.
- A co niby ja mam do tego? - zapytałam zdziwiona.
- Polecisz z nami. - odparł Louis.
- Że co proszę?! - nie dowierzałam jego słowom.
- Polecisz z nami do LA. Spędzimy razem trochę czasu. Dobrze wiesz, że cię bardzo lubimy, nie chcemy cię stracić. A może akurat zaiskrzy coś między tobą a którymś z nich. - stwierdził Liam.
- Taa, a jakoś przez prawie rok mieliście mnie w dupie. Raczej nie skorzystam. - odparłam.
- Dobrze wiesz, że manager zabronił nam się z tobą kontaktować.
- Cholera, a co mnie obchodzi wasz powalony manager. Nie jesteście robotami, macie swój mózg. Gdybyście chcieli to byście się ze mną skontaktowali, albo chociaż wyjaśnili całą tą popapraną sytuację! - byłam coraz bardziej wściekła.
Zayn wstał i po prostu mnie przytulił.
- Przepraszamy. - odparł i pocałował mnie w głowę.
- Dobra, jadę z wami do tego durnego LA. Ale jeśli coś mi się nie spodoba, to od razu wracam do Anglii. - stwierdziłam.
- Okej, umowa stoi. Bądź gotowa jutro o 5 rano. Ale nic nikomu nie mów. - powiedział Liam i opuścili moje mieszkanie.
Poszłam do swojej sypialni i wyszłam na balkon.
W tym momencie zobaczyłam spadającą gwiazdę.
Pomyślałam życzenie. Oby się spełniło.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Heej.
Nie dodawałam nic przez 2 miesiące, za co baaaaardzo PRZEPRASZAM!
Naprawdę nie mam czasu na blogi, tylko szkoła, szkoła i szkoła...

A co do rozdziału to wiem, że jest beznadziejny.
Następny będzie lepszy, no taką mam nadzieję.

Zapraszam na KLIK

PAMIĘTAJCIE O SONDZIE NA GÓRZE PO PRAWEJ STRONIE.

piątek, 31 sierpnia 2012

Część II Rozdział 2

Dzisiaj na godzinę 19 byłam umówiona z Edwardem. Mieliśmy się spotkać w parku.
Wstałam przed 13, zjadłam szybki obiad i poszłam na miasto.
Kupiłam sobie nowe buty. Taak, kolejne buty. Które to już z kolei? Nie wiem, straciłam rachubę już dawno temu.
Wczoraj bardzo zasmakował mi shake, więc znowu udałam się do Milkshake City. Zastanawiałam się dlaczego jest tam tyle ludzi.
Tsaa, pewnie się domyślacie. Niejaki Zayn Malik we własnej osobie. Nasze spojrzenia się spotkały. Mulat chyba chciał do mnie podejść, ale fanki mu nie pozwoliły.
Zamówiłam szybko szejka i wyszłam z baru.
Wieczorem zaczęło trochę padać, ale nie przejmowałam się tym. Ubrałam TO i skierowałam się do parku. Nie było tam zbyt wielu ludzi, praktycznie nikogo, oprócz chłopaka w kapturze siedzącego na ławce. Podeszłam do niego. Nie wiedziałam jego twarzy.
- Edward? - zapytałam niepewnie. Chłopak podniósł głowę i moim oczom ukazała się para zielonych tęczówek. Zaniemówiłam. Te oczy poznałabym wszędzie.
- Klaudia? To naprawdę ty? - zapytał.
- O co tutaj do cholery chodzi?! - krzyknęłam wściekła.
- To ja jestem Edward, moje drugie imię to Edward. Przepraszam, że cię okłamywałem. - powiedział podnosząc się z ławki.
- Jak mogłeś?! - miałam ochotę dać mu w twarz.
- Przepraszam, ale nie miałem wyjścia. Manager powiedział, że mamy się z tobą nie kontaktować. Więc teoretycznie Harry Styles z tobą nie pisał, ale Edward tak. - chłopak uśmiechnął się.
- Cholera Styles, jesteś niemożliwy! - powiedziałam ze śmiechem i rzuciłam mu się na szyję.
- To znaczy, że nie jesteś zła? - zapytał zdziwiony.
- Na początku byłam, ale teraz mi już przeszło. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. - powiedziałam wdychając jego zapach. Chłopak mocno mnie przytulił.
- Dziękuję… - powiedziałam szeptem.
- Za co? - zapytał loczek.
- Za wszystko. Gdyby nie ty, to pewno by mnie tu już nie było. Uratowałeś mnie. - wyszeptałam.
- Nawet tak nie mów. - powiedział poważnie, po czym ujął moją twarz w swoje dłonie i złożył na moich wargach delikatny pocałunek. Nie wiem co mnie do tego skłoniło, ale nie przerwałam tego. Po chwili jednak odepchnęłam go od siebie.
- Przepraszam, ale nie powinnam. - powiedziałam nie patrząc mu w oczy.
- Zawsze chciałem żeby mój wymarzony pocałunek w deszczu był wyjątkowy i taki był, tylko szkoda, że osoba którą kocham, kocha mojego najlepszego przyjaciela. - powiedział lokaty.
- Harry, przepraszam. Ciągle ranię osoby, na których mi zależy. - powiedziałam zła na samą siebie.
- Zależy ci na mnie? - zapytał Styles, chwytając moją rękę.
- Tak… - odparłam niepewnie.
- Miło to usłyszeć. - powiedział Harry i wziął mnie za rękę. - Co ty na to żebyśmy poszli do naszego tzn. mojego i Louisa mieszkania? Pooglądamy jakieś filmy czy coś.
- Z wielką chęcią. - stwierdziłam.
Gdy dochodziliśmy do ich kompleksu puściłam rękę chłopaka. Styles spojrzał na mnie smutno. Zrobiło mi się go żal, chłopak mnie kocha, a ja mam go gdzieś… No niezupełnie.
Weszliśmy do dość dużego budynku i skierowaliśmy się do mieszkania po lewej stronie.
Już na progu naskoczył na mnie Louis i mocno przytulił.
- Klaudzia! Tęskniłem! - wykrzyczał.
- Ja za tobą też, marcheweczko. - odparłam ze śmiechem.
Po chwili we trójkę usiedliśmy na kanapie przed telewizorem i włączyliśmy jakiś horror.
Jak zwykle cholernie się bałam, więc ciągle krzyczałam, a chłopcy się ze mnie śmiali.
Lokaty objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego mocno.
Pod koniec filmu do mieszkania Larry’ego wpadł Niall.
- Louis, nie widziałeś gdzieś… - zaczął, ale przerwał gdy mnie zobaczył. Wszyscy spojrzeliśmy na niego. Blondyn popatrzył na rękę Harry’ego. W jego oczach widziałam ból.
- Styles! - krzyknął. - Jak mogłeś?! Myślałem, że się przyjaźnimy! A ty tak po prostu obmacujesz Klaudię! Dobrze wiesz, że ją kocham.
- Skoro tak bardzo ją kochasz, to czemu ją zostawiłeś?! Miałeś ją w dupie przez cały rok, a teraz nagle znowu ci na niej zależy! - Harry był wściekły, wstał i podszedł do niższego od siebie farbowanego blondyna.
- Dobrze wiesz, że manager nam zabronił! A ty to niby co? Przecież też się do niej nie odzywałeś! - Horan był coraz bardziej zdenerwowany.
- Ja się do niej nie odzywałem? Pfy! Utrzymywałem z nią kontakt przez cały ten czas. Nawet nie wiesz co ona przez ciebie przeszła! - Harold ciskał piorunami w stronę Nialla.
Niall w końcu nie wytrzymał i rzucił się na Styles’a, na co ten szybko zareagował i uderzył go tak mocno, że ten upadł i stracił przytomność.
- Czy wy jesteście normalni?! - krzyknęłam wściekła i kazałam gapiącemu się na tę scenkę Tomlinsonowi i Loczkowi zanieść blondyna do jego sypialni.
Cały czas siedziałam przy Niallowi. Chłopak ocknął się po około godzinie.
- Och, obudziłeś się. - mruknęłam, patrząc na niego.
- Klaudia, przepraszam. - powiedział zachrypniętym głosem i chwycił moją dłonią. Przeszedł mnie dreszcz, co Horan chyba zauważył.
- Ile razy masz jeszcze zamiar mnie przepraszać? - odparłam oschle.
- Dlaczego nie może być tak jak rok temu? - zapytał chłopak patrząc mi głęboko w oczy.
- Dlaczego?! Jeszcze się głupio pytasz?! Wszystko zjebałeś! To był najgorszy rok mojego życia. A ty myślisz sobie, że wszystko będzie dobrze?! Jesteś idiotą, Horan. - wykrzyczałam mu prosto w twarz. Chyba go to zabolało, bo odwrócił głowę, widziałam łzy w jego oczach.
- Boli? Cierpisz? Jeśli tak to się bardzo cieszę! Teraz widzisz jak to jest. - powiedziałam i udałam się w stronę wyjścia.
- Czekaj! - usłyszałam za sobą wołanie blondyna. - To, że mnie nienawidzisz nie znaczy, że pozwolę ci wrócić samej do domu. Może i jestem idiotą, ale idiotą, który cię kocha.
- Niall, przepraszam… - było mi wstyd za tą całą szopkę.
- Nie masz za co przepraszać. Powiedziałaś to co chciałaś powiedzieć. - odparł obojętnie i złapał mnie za rękę, ciągnąc po schodach.
Piętro niżej spotkaliśmy Harry’ego. Spojrzał na Horana złowrogo.
- Może cię odprowadzę? - zapytał mnie słodkim głosikiem.
- Jakbyś nie zauważył to ja ją odprowadzam. - odparł Niall.
- Wiecie co? Trafię do domu sama. Mam was obu dość. Jesteście przyjaciółmi, a ciągle się kłócicie. I to w dodatku przeze mnie. Gdybym was rok temu nie spotkała, to wszystko byłoby dużo prostsze. Udawajcie, że nigdy mnie nie poznaliście, że ja nie istnieję. Po prostu dajcie mi spokój, już wystarczająco skomplikowaliście mi życie, zresztą ja wam też. Cześć. - powiedziałam i wybiegłam na dwór.
Nie pobiegli za mną, może i lepiej.
Po przekroczeniu progu mieszkania, zsunęłam się po ścianie i zaczęłam ryczeć.
Właśnie zraniłam dwie bliskie memu sercu osoby. Myślałam, że tak będzie lepiej…


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No i wakacje się już praktycznie skończyły ;< buuu Jak wam minęły te 2 cudowne miesiące wolne od szkoły? ;) Już w poniedziałek idę do nowej szkoły, do technikum, na profil technik hotelarstwa, więc życzcie mi powodzenia :D Zapraszam Was również na mój drugi blog o 1D i Bieberze we-both-need-to-wake-up :)

A teraz mniej miła kwestia:
Ciągle namawialiście mnie na powrót, żebym dodawała nowe rozdziały, a jak przyszło co do czego to macie mnie gdzieś, nie komentujecie, nic, kompletnie NIC, więc zastanówcie się czego chcecie.
Następny dodam po 20 komentarzach.

Jeśli chcecie być informowani o NN to zostawcie twittera lub gg w komentarzu.

PS. Pamiętajcie o ankiecie po prawej na górze! :D

niedziela, 5 sierpnia 2012

Część II Rozdział 1

10 lipca ponownie stanęłam na lotnisku Heathrow w Londynie. Znowu przyjechała po mnie ciocia, ale tym razem nie jechałyśmy do jej domu.
Zatrzymałyśmy się przed jasnożółtą kamienicą. Ciocia pokazała mi całe mieszkanie i najbliższą okolicę, a następnie pojechała do siebie.
Pewnie zastanawiacie się o co tu właściwie chodzi. Otóż przez całe wakacje będę mieszkać w mieszkaniu jej znajomych, którzy wyjechali na wakacje do rodziny do Polski.
Opłacało się to oszczędzanie przez kilka lat, teraz mogę sobie spędził prawie 2 miesiące na leniuchowaniu w Londynie.
Postanowiłam rozejrzeć się po okolicy na własną rękę. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam: KLIK. Wiedziałam, że gdzieś w tej okolicy powinien być Milkshake City – bar mleczny, w którym często pojawiali się One Direction. Chciałam tam iść, ale nie ze względu na nich, tylko dlatego, że uwielbiałam szejki i już od dawna pragnęłam tam się wybrać.
Taak, miałam totalnie gdzieś to głupie One Direction. Na początku myślałam, że nigdy się nie pozbieram, bo tym co mi zrobił ten palant, zwany Niallem Horanem, ale teraz wszystko się zmieniło. Jestem znowu tą samą radosną dziewczyną. Głównie dzięki ludziom, którzy byli przy mnie w tych trudnych chwilach.
Przez Internet poznałam chłopaka o imieniu Edward. Był dwa lata ode mnie starszy i mieszkał w Londynie. Nie znaliśmy się z reala, nawet nie wiedziałam jak wygląda, ale stał się moim prawdziwym przyjacielem. Opowiedziałam mu każdy szczegół mojego życia. O nim wiedziałam również bardzo dużo. Był dla mnie niezwykle ważny. Kochałam go ani nie jak brata, ani nie jak chłopaka. Coś pomiędzy tym. Mieliśmy w planie spotkać się w Londynie za kilka dni.
Gdy wychodziłam z MSC (Milkshake City) wpadłam na jakiegoś blondyna. Wypadł mi z ręki telefon, jemu też. Szybko podniosłam moją zgubę, która była identyczna jak jego i poszłam dalej. Nie patrzyłam na tego kolesia, ale po kilku metrach odwróciłam się. Chłopak stał na środku chodnika i się na mnie gapił z otwartą buzią. Cholera. To był Niall. Szybko odwróciłam się i pobiegłam do domu.
Wieczorem chciałam coś sprawdzić na telefonie, gdy popatrzyłam na tapetę, na którym widniało moje zdjęcie, zdałam sobie sprawę, że to nie jest mój telefon. To jest telefon Nialla.
Musiały nam się pomylić przy zderzeniu. Ale dlaczego on nadal ma moje zdjęcie na tapecie?! O co tutaj chodzi?! Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, napisałam smsa na mój numer ‘Jeśli chcesz odzyskać swój telefon, bądź w Milkshake City o 21.’
Byłam jeszcze przed budynkiem, a już widziałam blondyna siedzącego przy jednym ze stolików, obracającego w ręce mój telefon. Niepewnie weszłam do środka i stanęłam obok niego.
- Cześć. Oto twój telefon. Oddaj mi mój. – powiedziałam podając mu białego iPhona.
- Klaudia? To naprawdę ty? – zapytał z niedowierzaniem.
- Tak, to naprawdę ja. A zresztą co cię to obchodzi? – odburknęłam, wyrywając mu z ręki mój telefon.
- Proszę cię, porozmawiaj ze mną. – prosił Horan.
- Niall, my nie mamy o czym rozmawiać. – odparłam i wyszłam z baru. Chłopak poszedł za mną.
- Klaudia, poczekaj, proszę! – krzyczał.
- Niall, nie rozumiesz, że nie mam ochoty z tobą gadać?! Zostaw mnie w spokoju! – wykrzyczałam wściekła i pobiegłam do domu.
Ledwo przekroczyłam próg mieszkania, zadzwonił mój telefon. Odruchowo odebrałam, nie patrząc na to kto dzwoni.
- Klaudia, proszę cię, wpuść mnie. Nie chcę żeby zjadły mnie tu fanki! – mówił znajomy mi głos. Rozłączyłam się. Jednak sumienie nie dawało mi spokoju. Zeszłam na dół i otworzyłam mu drzwi. Poszliśmy do kuchni.
- Chcesz herbaty, kawy, soku czy czegoś? – zapytałam z grzeczności.
- Herbatę poproszę. – odpowiedział wpatrując się we mnie. Peszyło mnie to. Po kilku minutach siedzieliśmy na kanapie w salonie, w ciszy popijając herbatę.
- Więc o czym chciałeś ze mną porozmawiać? – zaczęłam rozmowę. – Chcesz mi powiedzieć, że nic nigdy nas nie łączyło i że nie chcesz mnie znać? Sorry, ale to już wiem.
- Klaudia, przepraszam. Przepraszam za wszystko.
- Myślisz, że jedno głupie przepraszam wystarczy?! Wiesz co ja przeszłam przez ostatnie miesiące?! Nie, nie wiesz, bo miałeś mnie w dupie! – krzyczałam wściekła. Niall przyciągnął mnie do siebie i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Sama nie wiem dlaczego, przecież to zwykły dupek. Odepchnęłam go i odsunęłam się na drugi koniec kanapy.
- Nie dotykaj mnie. – mruknęłam.
- Klaudia… Pozwól mi to wszystko wytłumaczyć. – poprosił blondyn, na co ja tylko kiwnęłam twierdząco głową.
- Naprawdę cię kochałem, zresztą nadal kocham. Ta wiadomość to było jedno wielkie kłamstwo. Mój manager kazał mi wybierać pomiędzy tobą, a zespołem. Wybrałem zespół, bo nie chciałem zawieść chłopaków i fanów. Nie chciałem cię stracić, ale nie miałem wyboru. Przepraszam. […] – powiedział chłopak, a po jego twarzy spłynęła jedna samotna łza.
Chciałam ją otrzeć, ale nie mogłam ruszyć ręką. Bałam się. Wyszeptałam tylko ciche ‘przepraszam’ i odwróciłam głowę w drugą stronę.
Niall chciał mnie przytulić, ale go odepchnęłam.
- Lepiej będzie jeśli już pójdziesz. – szepnęłam.
- Przepraszam, że to wszystko zniszczyłem, ale nadal cię kocham. – powiedział i opuścił moje tymczasowe mieszkanie.
Kilka minut później podeszłam do okna, lubiłam patrzeć na miasto nocą. Wyjrzałam przez okno i zamarłam. W pobliskim parku jacyś dwaj kolesie bili innego. Nie wiem jakim cudem wstąpiła we mnie taka odwaga, ale pobiegłam tam.
- Zostawcie go! – krzyknęłam. Napastnicy spojrzeli w moim kierunku i głupkowato się zaśmiali.
- Dziewczynko, lepiej wracaj do domu, zanim stanie ci się krzywda. – powiedział jeden z nich po polsku.
- Morda w kubeł. Gliny zaraz tu będą, więc lepiej zostawcie tego chłopaka i spadajcie. – odpowiedziałam po polsku. Chłopaczkom zrzedły miny.
- Taa jasne, już ci wierzymy. – odparł drugi. Jak na zawołanie usłyszeliśmy syreny policyjne.
- O kurwa. – powiedzieli równo.
- Oddajcie to co mu zabraliście, to was nie wsypię. – powiedziałam i wyciągnęłam rękę w ich kierunku. Oddali mi telefon i portfel poszkodowanego i uciekli. Marni z nich bandyci. Nawet się nie zorientowali, że policja jechała w zupełnie innym kierunku.
Podeszłam do chłopaka leżącego na ziemi. Był ledwo przytomny. W parku było ciemno, ale dostrzegłam jego twarz. To był Niall. Cholera, ten chłopak jest wszędzie!
Zabrałam jego telefon i wykręciłam numer Zayna.
- Halo? - usłyszałam zaspany głos Malika.
- Hej Zayn, tu Klaudia. Przyjdź szybko do parku obok waszego domu! - wykrzyczałam do słuchawki.
- Co? Klaudia? Jesteś w Londynie? - chłopak nie krył zdziwienia.
- Nie ważne, po prostu tu przyjdź! - powiedziałam i się rozłączyłam.
Po kilku minutach obok mnie zjawił się mulat. Gdy zobaczył Nialla leżącego na ziemi, zapytał co się mu stało. Opowiedziałam mu całą historię.
Zayn postanowił, że pojedziemy z nim na pogotowie. Pobiegł po samochód, do którego wpakowaliśmy Horana.
Na pogotowiu okazało się, że Niall ma skręconą prawą rękę.
(…)
Gdy podjechaliśmy pod dom chłopaków, rzuciłam krótkie ‘cześć’ i szybko odeszłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Z góry przepraszam za wszelakie błędy.

Następny dodam po 18 sierpnia, gdyż jutro wyjeżdżam.

Jeśli czytacie, to zaznaczajcie TAK w ankiecie na górze po prawej :D

Jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach zostawcie tt lub gg w komentarzu.

Zapraszam na mój drugi blog we-both-need-to-wake-up , niedawno dodałam kolejny rozdział.

Jak się Wam nudzi to możecie pytać na formspring'u albo po prostu napisać do mnie na twitterze .

Dziękuję za wszystkie komentarze i życzę udanej drugiej połowy wakacji :)

Xoxo, Dusia.

piątek, 20 lipca 2012

Część II Prolog

[Jest to nowy prolog, uznajmy że tamtego poprzedniego w ogóle nie było.]

Niall.
- Że co?! Ty chyba sobie żartujesz?! – wykrzyczałem totalnie wkurzony.
Mój kochany manager powiedział, że mam ograniczyć kontakt z Klaudią, że miłość na odległość i tak nie ma sensu, że ona jest ze mną tylko dlatego że jestem sławny.
Zabolały mnie jego słowa. To wszystko było niedorzeczne.
Ale co miałem zrobić? Musiałem się podporządkować jeśli nadal chciałem być w zespole.
Jeśli o mnie chodzi to mógłbym z tego wszystkiego zrezygnować, byle być z moją ukochaną.
Ale nie chciałem zawieść fanów ani chłopaków z zespołu.
Kompletnie zerwałem kontakt z dziewczyną bez słowa wyjaśnienia. Czułem się z tym okropnie.
Chłopcy widzieli, że ze mną jest coś nie tak. Powiedziałem im wszystko. Kazali mi walczyć o tą miłość jeśli naprawdę kocham Klaudię, ale ja się poddałem. Poddałem się bez walki. Jak zwykły tchórz. Postanowiłem żyć tak jak żyłem zanim poznałem miłość mego życia.
Wysłałem jej tylko wiadomość, która była jednym wielkim kłamstwem.


Klaudia.
Po moim powrocie do Polski utrzymywałam bardzo dobry kontakt z chłopakami.
Kilka razy w tygodniu dzwoniliśmy do siebie na skypie, pisaliśmy na twitterze.
Nikt nie wiedział o tym, że ich znam. No oprócz moich rodziców. Uznaliśmy, że lepiej będzie trzymać to w tajemnicy.
Jednak z czasem nasze relacje się pogorszyły. Coraz rzadziej się kontaktowaliśmy.
Chłopcy przepraszali za to, mówili że to przez natłok obowiązków. Wierzyłam im.
Końcem listopada praktycznie już w ogóle nie miałam z nimi kontaktu.
Było mi cholernie przykro. Myślałam, że tak musi być. Próbowałam o nich zapomnieć, ale to nie było takie łatwe. Nie mogłam ich tak po prostu wymazać z pamięci.
Kochałam Nialla, resztę kochałam jak braci.
Pewnego dnia dostałam wiadomość od Horana:
‘Przepraszam, ale nie możemy się już nigdy więcej kontaktować. Nigdy nic do ciebie nie czułem. Byłaś tylko zwykłą wakacyjną miłością bez przyszłości. Muszę skupić się na karierze, a nie na dziewczynach. Nas nigdy nic nie łączyło. Nas nigdy nie było. Zapomnij o mnie. Niall.’
Zaczęłam ryczeć jak głupia. Gdy po kilkunastu minutach się uspokoiłam, postanowiłam, że będę silna.
Odpisałam: ‘Jak sobie chcesz. Myślałam, że jesteś inny, ale myliłam się. Pamiętasz co mi powiedziałeś na początku?! ‘Nigdy cię nie zostawię. Nigdy nie dam ci odejść.’ Widocznie to nic dla ciebie nie znaczyło. Jesteś taki jak wszyscy! Nienawidzę cię! Życzę powodzenia tobie i chłopcom. Udanego życia! Klaudia.’

~~~~~

Wróciłam tutaj totalnie na spontana.
Nie wiem co się ze mną stało. Pisanie nie sprawia mi już takiej przyjemności jak kiedyś. Chyba się wypaliłam.
Wróciłam, bo dużo osób mnie o to prosiło.
Mam napisane jeszcze 2 rozdziały, mam pomysł na dalsze rozdziały, ale nie umiem tego ładnie ubrać w słowa.
6 sierpnia wyjeżdżam na Mazury, więc wtedy niczego nie dodam, ale postaram się dodać 1 rozdział w 1 tygodniu sierpnia, o ile zobaczę, że ktoś to jeszcze w ogóle czyta.
Jak chcecie być informowani o NN, to zostawcie gg lub tt w komentarzu.

Xoxo, Dusia.

niedziela, 29 kwietnia 2012

1 rozdział na nowym blogu

ZAPRASZAM NA:

http://we-both-need-to-wake-up.blogspot.com/


DODAŁAM 1 ROZDZIAŁ.
LICZĘ NA KOMENTARZE.
NASTĘPNY ZA TYDZIEŃ.

NA RAZIE NIE WRACAM NA GOT2LUVYA, WIĘC JAK COŚ TO ŁAPCIE MNIE NA LINKU PODANYM WYŻEJ LUB TWITTERZE - @DusiaOfficial :)


XXX

niedziela, 22 kwietnia 2012

Nowy blog

Siema ludzieee :) (o ile ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda XD)

Chciałam Was poinformować, że założyłam nowego bloga, występuje tam również One Direction.
http://we-both-need-to-wake-up.blogspot.com/
Nowe rozdziały będę tam dodawała średnio raz w tygodniu.
Mam nadzieję, że się Wam spodoba :D

A co do got2luvya to na razie nowych rozdziałów nie będzie, so sorry ;c


Pozdrawiam,
Dusia. xx

wtorek, 14 lutego 2012

Informacja.

Cześć!

Na początku chciałam Wam wszystkim serdecznie podziękować za czytanie tych wypocin, za komentarze i za tą ogromną, jak dla mnie, liczbę odwiedzin (ponad 22 tysiące!). Jesteście kochani po prostu! :)

A teraz mniej miła kwestia, za którą z góry przepraszam.
Wiem, że liczyliście na nowy rozdział, ale takowy się nie pojawi. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Chyba jednak za bardzo się pośpieszyłam z tym powrotem do pisania. Uwielbiam pisać, jednak ostatnimi czasy nie potrafię napisać nic sensownego na got2luvya. Mam 2 rozdziały, ale się mi nie podobają, muszę je całkowicie zmienić.
Po prostu nie mam głowy ani pomysłów do pisania czegokolwiek na tym blogu.

Podsumowując... ZAWIESZAM BLOGA NA CZAS NIEOKREŚLONY.
Postaram się tutaj jeszcze kiedyś wrócić, o to się nie martwcie. Nie wiem kiedy to będzie, ale kiedyś na pewno ;)
Wiecie jak to jest... Szkoła, 3 gimnazjum. Nie jest łatwo. A do tego mnóstwo zajęć dodatkowych.

Jeśli macie jakieś pytania, chcecie na mnie nakrzyczeć, czy po prostu pogadać - piszcie na formspring http://www.formspring.me/dusiaofficial

Jeszcze raz PRZEPRASZAM.

Kocham Was.
Buziaki, Dusia. Xxx

sobota, 21 stycznia 2012

Część II, prolog.

Niall.
- Że co?! Ty chyba sobie żartujesz?! – wykrzyczałem totalnie wkurzony.
Mój kochany manager powiedział, że mam ograniczyć kontakt z Klaudią, że miłość na odległość i tak nie ma sensu, że ona jest ze mną tylko dlatego że jestem sławny.
Zabolały mnie jego słowa. To wszystko było niedorzeczne.
Ale co miałem zrobić? Musiałem się podporządkować jeśli nadal chciałem być w zespole.
Jeśli o mnie chodzi to mógłbym z tego wszystkiego zrezygnować, byle być z moją ukochaną.
Ale nie chciałem zawieść fanów ani chłopaków z zespołu.
Kompletnie zerwałem kontakt z dziewczyną bez słowa wyjaśnienia. Czułem się z tym okropnie.
Chłopcy widzieli, że ze mną jest coś nie tak. Powiedziałem im wszystko. Kazali mi walczyć o tą miłość jeśli naprawdę kocham Klaudię, ale ja się poddałem. Poddałem się bez walki. Jak zwykły tchórz. Postanowiłem żyć tak jak żyłem zanim poznałem miłość mego życia.


Klaudia.
Po moim powrocie do Polski utrzymywałam bardzo dobry kontakt z chłopakami.
Kilka razy w tygodniu dzwoniliśmy do siebie na skypie, pisaliśmy na twitterze.
Nikt nie wiedział o tym, że ich znam. No oprócz moich rodziców. Uznaliśmy, że lepiej będzie trzymać to w tajemnicy.
Jednak z czasem nasze relacje się pogorszyły. Coraz rzadziej się kontaktowaliśmy.
Chłopcy przepraszali za to, mówili że to przez natłok obowiązków. Wierzyłam im.
Końcem listopada praktycznie już w ogóle nie miałam z nimi kontaktu.
Było mi cholernie przykro. Myślałam, że tak musi być. Próbowałam o nich zapomnieć, ale to nie było takie łatwe. Nie mogłam ich tak po prostu wymazać z pamięci.
Kochałam Nialla, resztę kochałam jak braci.
Opowiedziałam rodzicom o tym co się stało, pocieszali mnie, tata powiedział ‘jeśli kiedykolwiek spotkam tego skurwysyna to urwę mu jaja!’.


~~~~~
SUPRAJZ! Jest prolog drugiej części :)
Postanowiłam wrócić do pisania. Przez ten czas co mnie tu nie było zdążyłam napisać dwa rozdziały na ten blog, oraz kilka na inne, które w przyszłości założę :)
Nie wiem jak często będę dodawać ani kiedy pojawi się nowa notka, także proszę - nie pytajcie.
Dziękuję za komentarze oraz rosnącą liczbę odwiedzin.
Pozdrawiam, Dusia. Xxx