poniedziałek, 24 grudnia 2012

Część II Rozdział 4

Następnego dnia wstałam o 4, zjadłam śniadanie i poszłam wziąć szybki prysznic. Ubrałam TO , na ramię zawiesiłam torebkę, zabrałam walizkę i wyszłam przed budynek. Była 4.50, więc miałam jeszcze chwilę czasu. Usiadłam na schodku przed budynkiem i czekałam na chłopców.
Minutę przed 5 podjechał czarny samochód, z którego wyskoczył Zayn i jakiś facet, który zabrał moją walizkę.
- Ty pewnie jesteś Klaudia. Miło cię poznać. Jestem... - zaczął mężczyzna, ale mu przerwałam.
- Wiem, kim pan jest. Paul Higgins, ochroniarz i manager chłopaków. - odparłam.
- Nie pan, tylko Paul. Mów mi po prostu Paul. - zaśmiał się.
- Dobrze, skoro tak chcesz to okej.
- Zaraz na początku chcę zaznaczyć iż ja do ciebie nic nie miałem, to inni managerowie nie zgodzili się na wasz związek.
- Yyy.. Okej. Ale i tak to już przeszłość. - powiedziałam cicho, wsiadając do auta.
- Może nie jestem zbyt dobra z matmy, ale One Direction liczy 5 osób, a nie 2. - powiedziałam gdy zobaczyłam, że w samochodzie siedzi tylko Louis.
- Koteczku, dla twojej wiadomości Harry, Niall i Liam już pojechali na lotnisku drugim samochodem. - odparł Tomlinson ze śmiechem.
- Ahm, no chyba że tak. - zaśmiałam się.
Jechaliśmy na chwilę w ciszy, ale w końcu nie wytrzymałam.
- Boję się… - szepnęłam.
- Co? - mruknął szatyn.
- Czego się boisz? - zapytał mulat, uważnie się mi przyglądając.
- Niall i Harry nie wiedzą, że z wami lecę. Oni pewno nie chcą mnie już znać. - odparłam i położyłam głowę na jego ramieniu.
- Co ty wygadujesz! Oni obaj chodzą przybici i ciągle mówią, że chcieliby cię odzyskać chociaż jako przyjaciółkę! Nie martw się. Na pewno się ucieszą, że z nami lecisz. - powiedział Malik i mnie przytulił. Po kilku minutach byliśmy na lotnisku.
Jako iż wchodziliśmy wejściem dla VIPów, nie było ani fotoreporterów ani fanek.
Chłopcy stali kilkanaście metrów przed nami. Harry i Niall nas nie widzieli, bo stali tyłem, za to Liam od razu gdy nas zobaczył krzyknął ‘cześć’ i podbiegł mnie przytulić.
- Klaudia? - spytali Horan i Styles niemal równocześnie.
- Co ty tu robisz? - znowu razem.
- Klaudia leci z nami do USA. - powiedział Paul.
- Nie cieszycie się? - zapytał Louis.
- Umm… No… Nie spodziewaliśmy się tego. - Harry był w niezłym szoku.
- A ja tam się bardzo cieszę. - odparł Zayn z uśmiechem, objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy do samolotu.
Chłopcy zapoznali mnie ze swoimi ludźmi. [Directioners pewno wiedzą o kogo mi chodzi, np. Josh, Lou, Lux, itd.]
W samolocie siedziałam z Zaynem, Niall z Liamem, a Harry z Louisem. Po dwóch godzinach lotu miałam dość. Cholernie się mi nudziło.
- Nudzi mi się. - mruknęłam.
- Pobawmy się w berka! - krzyknął zadowolony z siebie Zayn.
- Co? - zapytałam ze śmiechem.
- Berek! - krzyknął Malik i zaczął uciekać. Zdezorientowana po chwili ruszyłam biegiem za nim. Ganialiśmy się po całym samolocie jak małe dzieci.
- Co wy robicie? - zapytał lekko zdenerwowany Paul, gdy przebiegaliśmy obok niego już szósty raz.
- Bawimy się w berka. - odparł Malik z uśmiechem.
- Jezu, za jakie grzechy siedzę tu w tym samolocie z bandą idiotów?! - mruknął i odwrócił się do nas tyłem, obrażony, niczym małe dziecko. Pokręciłam głową z rozbawieniem i usiadłam na miejscu Zayna, który zajął moje.
Po chwili usłyszałam cichutkie chrapanie chłopaka obok mnie, przykryłam go jego bejsbolówką, po cichu wstałam i zajęłam wolne miejsce kawałek dalej.
Kilka minut później dosiadł się do mnie Louis.
- Hej mała. Jak leci? - powiedział, przytulając mnie.
- Hej duży. Nudno. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Noo, porobiłbym coś fajnego, ale nie wiem co. - zamyślił się szatyn.
- Wszyscy śpią oprócz nas? - zapytałam z cwanym uśmieszkiem.
- Tak, a co? - zapytał podejrzliwie.
- Wysmarujmy ich bitą śmietaną!
- Ej, to całkiem fajny pomysł, ale skąd weźmiesz tutaj bitą śmietanę? Jesteśmy kilka tysięcy metrów nad ziemią, do sklepu nie zalecisz.
- Nie martw się o śmietanę. - odparłam, sięgając po mój plecak. - Może być? - podałam mu 2 opakowania bitej śmietany.
- Co ty jeszcze masz w plecaku? - zapytał z przerażeniem.
- A różne rzeczy. - mruknęłam.
- Jesteś gorsza niż Horan. - stwierdził.
- Miło mi. - zaśmiałam się.
Po kilku minutach Niall, Harry, Liam, Zayn i reszta 1D crew miała wysmarowane twarze śmietaną. Żeby nie było podejrzeń ja i Tommo wysmarowaliśmy się też wzajemnie, a puste opakowania wrzuciliśmy do plecaka Paula.
Z głupimi uśmieszkami na twarzach ułożyliśmy się do snu.
- CO TO KURWA MA BYĆ?! - właśnie taki wrzask mnie obudził.
- Zayn? Co jest? - zapytałam niezbyt przytomna.
- Dlaczego na mojej twarzy jest bita śmietana?! Czyja to sprawka? Zabiję tego kto to zrobił! - krzyczał wściekły Malik.
- Zayn mógłbyś być trochę ciszej? Tu się śpi. - mruknął Liam z siedzenia obok.
- Ty się lepiej popatrz na swoją twarz! Wszyscy się popatrzcie!
Po chwili już wszyscy byli obudzeni i wściekli. Jedynie Niall sobie z tego nic nie robił.
- O, śmietana. Kocham tego kto to zrobił. Akurat miałem ochotę na śmietanę. - powiedział uradowany.
- Jasna cholera! Z wami się nie da żyć normalnie! Wy wszyscy jesteście jacyś pojebani! - Paul był nieźle wkurzony.
- Przyznawać się kto to zrobił! - powiedział Louis z głupim uśmieszkiem.
- W ogóle skąd ktoś wziął śmietanę w samolocie? - zapytałam głupio.
Zaczęły się przekrzykiwania czyja to wina.
- Mam was dość! Macie się wszyscy uspokoić! Teraz spokojnie poszukamy sprawcy. Wszyscy siadać na swoje miejsca i się nie ruszać. - zarządził Higgins.
Gdy po prawie godzinie sprawcy nadal nie było, Paul usiadł zrezygnowany.
Mężczyzna otworzył swój plecak w celu wyciągnięcia czegoś do picia, a zamiast wody wyciągnął opakowanie po śmietanie.
- No i chyba mamy sprawcę. - zaśmiał się cicho Josh.
- Ale jak to?! Przecież ja nic nie zrobiłem! To nie ja! Ktoś mnie wrobił! - zaczął się bronić Paul.
- Jasne. - mruknął Harry.
Kilka godzin później byliśmy już na lotnisku w Los Angeles.
Po dotarciu do hotelu, rozdzieliśmy pokoje.
Ja byłam z Zaynem, Niall z Liamem, Harry z Louisem, a Paul sam, bo chciał mieć święty spokój.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 4!! :D
Jak wam się podoba?
Moim zdaniem nie jest aż taki zły ^^

Jako iż dzisiaj Wigilia, to chciałam Wam życzyć wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia, szczęścia, spokoju, spotkania chłopaków i spełnienia wszystkich marzeń!
A no i udanego Sylwestra :D

Pozdrawiam, Dusia. xxx